CAŁE życie.


Podczas, kiedy ja będę tutaj, inni będą tam, gdzie właściwie też chciałabym móc być ;) Ale mnie nie będzie.

Znacie to uczucie, prawda? ;)

W dniach 9-10 wrześnie br w Poznaniu odbędzie się Kongres Kobiet, w tym roku poświęcony sytuacji rodzin i osób związanych z niepełnosprawnością. Będą tam panele dyskusyjne na interesujące mnie tematy, będą warsztaty, debaty...

"Chcemy całego życia" to hasło przewodnie tegorocznego spotkania, które bardzo mnie porusza za każdym razem. Zazwyczaj z perspektywy dzieci, ale tym razem również z perspektywy rodzica. 

Zastanawialiście się kiedyś, jak ograniczenia osoby chorej ograniczają osoby towarzyszące jej? Opiekunów, rodzeństwo, rodziców?

Jednym z przejawów takiego ograniczenia jest np zakaz pracy zarobkowej dla osób otrzymujących świadczenie pielęgnacyjne. Innymi słowy, decydując się na opiekę nad wymagającym tego członkiem rodziny, musisz wiedzieć, droga matko lub drogi ojcze, że nie będziesz mógł podjąć ŻADNEJ dodatkowej pracy zarobkowej!!! Nawet w wymiarze "szczątkowym", wieczorem, chałupniczo, w ramach tzw. wolnych zawodów (które zdobywałeś często przez lata, zanim w twoim życiu pojawiło się twoje ukochane, ale niepełnosprawne dziecko). Tak długo, jak długo otrzymujesz rekompensatę (bo jak to inaczej nazwać? nie dyskutując tu o kwocie świadczenia), za rezygnację z etatu, pełnowymiarowej pracy. A zaznaczyć należy, że nie zrezygnowałeś z niej z lenistwa. Tylko dlatego, że dłużej już nie dałbyś rady dźwigać tyle odpowiedzialności na sobie. Fizycznie, psychicznie. Lub dlatego, że twoje dziecko wymaga takiej opieki od ciebie. Opieki. Ale nie POŚWIĘCENIA.

Pozwoliłam sobie już kiedyś zająć stanowisko w tej sprawie i rozpętała się burza. Dziś jestem w innym miejscu, Ignacy jest w innym punkcie swoich możliwości, zgromadziłam nowe doświadczenia... Chyba mogę powiedzieć, że wiem więcej. Również o tym, co dzieje się wewnątrz matki (może również ojców), wybierających opiekę nad niesamodzielnym dzieckiem. 

Wiem, jak umiera motywacja.
Poznałam to uczucie, gdy nagle widzisz w sobie tylko "lenia", czyli kogoś, kto nie zarabia, nie dzieli się z innymi tym, czym chciałby i mógłby się dzielić.
Mam już wyobrażenie o tym, jak popada się w marazm, przygnębienie, poczucie bezwartościowości. 
Jak trudno wziąć się w garść, wydźwignąć na powierzchnię. Znów uśmiechnąć się do swojego dziecka.
Poznałam przez te cztery (?) lata, co to znaczy, gdy tracisz poczucie czasu, szacunek do siebie, i czujesz się coraz bardziej bezwolna....
poznałam też gorzki smak (złudnej) "życiowej" porażki...

Wiem, jak łatwo obwinić za to wszystko innych: system, chorobę dziecka, współmałżonka, pozostałe dzieci...życie…

Teraz mierzę się w sobie z obawami dotyczącymi powrotu do "rzeczywistości" zawodowej... Nie wiem, na co się zdecyduję. Rozważam. Bojąc się jednocześnie, że muszę wszystko zaczynać właściwie od początku. A jest to spory wysiłek psychiczny. Nie wiem, czy podołam. Czy innych na to stać?

Równocześnie stoję przed wyborem zero-jedynkowym. Zadaję sobie pytanie: co stracę? Co zyskam? 
Ale również takie, co straci lub zyska mój syn, jeśli zdecyduję się powrócić do pracy? Bo to oznacza, że wówczas świadczenie pielęgnacyjne przepadnie. 

Dlatego - pisząc na szybko ten tekst- zastanawiam się, czemu my rodzice jesteśmy postawieni w takiej chorej sytuacji? 

Dlaczego, dodatkowo obciążając nas, robi się z nas "Matki-niewolnice" (jak zatytułowany jest jeden z paneli Kongresu Kobiet). I zabrania nam się czegoś, co nie kolidowałoby z opieką, tak bardzo potrzebną naszym dzieciom, a nam dałoby możliwość zrealizowania się również w innych rolach? Spełnienia ambicji? Odczuwania satysfakcji i radości z tego, że możemy być kimś jeszcze, niż tylko opiekunami, rodzicami? 

Nie przepadam za redukcją. Zwłaszcza człowieka do jednego wymiaru.
Życie jest zbyt bogate.
Chciałabym móc bezpiecznie realizować się zawodowo, opiekując się dzieckiem.
Czy to wiele?



Komentarze

  1. U mnie znowu jest akurat na odwrót....wszyscy mnie obrzucają błotem....rodzina ...nauczyciele...terapeuci....że pracuję....że robię coś dla siebie....a powinnam się poświęcić iść na świadczenie i wędrować z dzieciakami po zajęciach....ciekawy jest ten świat...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Inni czytali też:

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Ta cała "zabawa" w emocje...

Krótka historia długiej drogi

Oczekiwanie...

A może do kina?