Gorący weekend z marzeniami...

To był gorący weekend. Nie tylko ze względu na pogodę, która w sobotę dopisała nam znakomicie.

Gorący, bo obfitujący w spełnianie marzeń.






Zanim ochłonę i zyskam konieczny dystans, by napisać słów kilka o seminarium naukowo-szkoleniowym, w którym brałam udział w niedzielę- dziś trochę o Ignasiu...


Kto zna to uczucie, gdy wchodząc ukradkiem do domu, dość późnym wieczorem, dostrzega się na schodach bose stópki, w ręce książeczkę (czytaną już tryliard razy) i cichutki głosik: "mamo, pocytasss?"...

Wsuwasz więc stopy pod kołdrę, przytulasz blond główkę i tu następuje nagły zwrot akcji: "Najpierw ja Ci opowiem, mamoooo!!!!" 

Siedząc tak wczoraj w tym dziecięcym łóżku, wsłuchiwałam się w skandujące słowa rozemocjonowanego Ignasia i myślałam o tym, jakie to piękne:

móc słuchać własnego dziecka, które chce się z tobą podzielić swoimi przeżyciami z minionego dnia. I potrafi to zrobić!!!! Ma takie kompetencje i możliwości!!!

Po 5 latach - doczekałam się :)

A miał Ignacy o czym opowiadać...

W sobotę spędziliśmy większość dnia w plenerze, na Gali Pary, Parowozów i Techniki w Jaworzynie Śląskiej. 
To był raj dla Ignasia... 
Gdyby można było nie wracać do domu, zapewne by tam został, choć nóżki już mu się uginały ze zmęczenia i z tylu wrażeń... Możliwość przebywania w środku parowozów, walców, dotykania i uruchamiania wszystkich drążków, dźwigni, pokręteł, śrub- sprawiało mu niewysłowioną przyjemność... Zresztą- przyznaję, że i na mnie robiły niesamowite wrażenie prezentowane, dostojne, zachowane w wyśmienitym stanie, historyczne już parowozy, gdy elegancko wtaczały się na obrotnicę, wydając z siebie na życzenie publiczności przenikliwe gwizdy... To z pewnością była impreza dla młodych pasjonatów techniki. Trafiliśmy w punkt.

Przy okazji wspomnę o pewnej sympatycznej sytuacji, która miała miejsce podczas Gali: otóż podeszła do nas pewna Pani, z radością w spojrzeniu witając się i mówiąc, że rozpoznała Ignasia z blogowych zdjęć :) Obie byłyśmy nieco poruszone i jednocześnie chyba zaskoczone takim spotkaniem, zwłaszcza, że nie zdarzają się one nam tak często ;)
Bardzo to było miłe i nawet w jakimś sensie mobilizujące, choćby do dalszego pisania :) 
Dziękuję Pani :)


Niedziela w niczym nie ustępowała sobocie- no, może jedynie pod względem temperatury powietrza. I podczas gdy ja zasłuchiwałam się w wystąpienia prelegentów na seminarium, organizowanym przez panie doktorantki Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, Ignacy wraz z tatą i bratem wyruszył na koncert z orkiestrą!
Jakież to było przeżycie, moi drodzy! I nawet nie o koncert chodzi, gdyż tych już kilka mieliśmy okazję przeżyć rodzinnie... 
Ignacy siedział za kierownicą autokaru!!! "I ten autokar był caały niebieski, mamo!!! I było tam łóżko! I bagażnik! I pan kierowca opuścił kierownicę!"- wszystkie słowa nieco zniekształcone, ale dla mnie zrozumiałe, nawet w obliczu takich emocji :)

To była chyba największa nagroda dla Ignasia i jedno z ogromnych marzeń: usiąść za kierownicą autokaru... Takie małe szczęście. A takie ogromne...

"A potem Pani Agata się mną opiekowała"- relacjonował Ignaś, a ja znów pomyślałam, jakie to szczęście właśnie spotykać na swojej drodze ludzi, którzy przyjmują nas takimi, jacy jesteśmy. Zwyczajnie. I że to jest właśnie inkluzja, włączenie, autentyczne i prawdziwe. Nie zapisane w skomplikowanych ustawach, w sferze deklaratywnej, życzeniowo-roszczeniowej. Ludzkie.
Za to też jestem wdzięczna Orkiestrze :)


A na zakończenie tego postu, zagadka: ile marzeń spełniło się podczas minionego weekendu? Kto zgadnie? 
;)








Komentarze

Inni czytali też:

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Ta cała "zabawa" w emocje...

A może do kina?

Niczego nie żałuję?

Samodzielność