Kij w mrowisko

Zdaję sobie sprawę z tego, że lubię wkurzać innych ludzi, zadając prowokujące do refleksji pytania.

Ale zanim zadam je innym, najpierw sama się z nimi mierzę- co mnie jakoś (?) usprawiedliwia (pewnie jedynie w moich oczach).
Dziś znów wkładam kij w mrowisko.

Ale bodaj jedna osoba, która się nad tym zastanowi, będzie dla mnie ogromną satysfakcją :)


                                                      ***


-Cześć, Kochana… Co słychać? Jak się czujesz- dobiega mnie miękki, znajomy głos ze słuchawki. Moja przyjaciółka. Dwadzieścia kilka lat razem. Morza, góry, studia, dzieci, kłopoty w związkach, z pracą, sukcesy i radości. Tyle nas łączy. I Ignaś.
- Cześć, Olu*. Aaaa…- przeciągam, nie wiedząc, dlaczego: szukam w sobie słów? Czy raczej szukam siebie? – Jakaś zmęczona jestem ostatnio.


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Spacer. Park. Jakieś ptaki, jakieś dzieci, jacyś skupieni na rytmie bicia własnego serca biegacze. Październik. A może marzec?  Ale z pewnością dojrzałe popołudnie…

W gruncie rzeczy, to i tak bez znaczenia, bo ta rozmowa mogłaby odbyć się wszędzie i zawsze.

- A ty, moja droga, nie jesteś ostatnio zbyt często zmęczona?- słyszę i głupieję w jednej sekundzie. O co ona mnie pyta?, nie rozumiem? 

- No wiesz, mam na myśli to, że przez ostatnie kilka tygodni często słyszę taką odpowiedź od ciebie. A przecież wiem, że radzisz sobie sprawnie i znam cię- potrafisz czasem odpuścić. Chodzi mi o to, czy coś się za tym zmęczeniem w tobie nie kryje… jakieś inne uczucie.


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Yhm…. Świetnie! Tak to jest:  mieć przyjaciółkę psycholożkę. Człowiek sobie bezrefleksyjnie ponarzekać nie może, bo zaraz bach! – analiza cię wita radośnie. 
Ale właściwie to przecież może być prawda…  Czy ja czuję ostatnio coś innego, poza zmęczeniem i złością?....


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Kiedy ma się duży dom i dużą rodzinę, łatwo popaść w rutynę „odczuwania” zmęczenia. 
I to tak cudownie usprawiedliwia i zwalnia od odpowiedzialności za siebie i za pewną autorefleksję, przekładającą się później na codzienne funkcjonowanie. A kiedy jeszcze jedno z twoich dzieci  nie jest w pełni sprawne, zmęczenie staje się również fantastycznym słowem- wytrychem, by nie robić kompletnie nic, albo prawie wcale nic dla siebie i własnej psychiki. Innymi słowy- napiszę to tak: można beztrosko pozwalać sobie na rujnowanie  bądź zaniedbywanie swojego życia. Bez niczyjej pomocy. Samodzielnie i często odwrotnie proporcjonalnie do możliwości i umiejętności wspomnianego dziecka…. I czuć się w tym kompletnie usprawiedliwionym. 



Czy autodestrukcja dotyka rodziców dzieci niepełnosprawnych? 
I co to w ogóle oznacza, albo też – jeśli tak jest- jak się ona objawia?

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
*Olu, Ty wiesz, że ja wiem, że Ty wiesz :)

Rozmowa tu opisana niekoniecznie wydarzyła się naprawdę ;)

Komentarze

Inni czytali też:

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Ta cała "zabawa" w emocje...

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

Oczekiwanie...