Nienawidzę Cię!

- Nienawidzę cię!
- Jesteś głupia!
- Nie lubię Cię, Mamooooo!

Słyszę to czasami i czuję spokój, zadowolenie i zrozumienie.

Przez głowę mi nie przejdzie myśl, żeby się obruszyć, żachnąć czy zrobić miniwykład o dobrych manierach, bo wiem, że to wielkie szczęście- usłyszeć od własnego dziecka taką serię wyznań.

Skąd to moje szczęście?

#Po pierwsze: nasz syn potrafi to wypowiedzieć. I zapewniam, że po wielu latach niepewności, czy dziecko będzie mówić, jest to powód do głębokiej radości. Nawet, kiedy usłyszymy jakieś sformułowanie co najmniej nieprzyzwoite ;)

#Po drugie: słowa te są dowodem na to, że nasz syn potrafi przekazać nam werbalnie (adekwatnie, choć wciąż nieprecyzyjnie) to, co czuje, gdy czuje się a. zdenerwowany, b. urażony, c. rozczarowany, d. zły/wściekły, e. rozżalony... Nam pozostaje tylko wesprzeć go i nauczyć, jak trafnie ponazywać to, co odczuwa w danej sytuacji i znaleźć źródło tych emocji...

#Po trzecie: wolę, gdy wykrzykuje w moim kierunku takie gorzkie słowa, niż np. gryzie, szczypie lub uderza- co zresztą czasem jeszcze mu się przydarza, ale jest to dla nas  zawsze sygnał, że jego frustracja raczej rośnie, a nie się obniża, zaś on sam czuje się już mocno bezradny i potrzebuje naszej pomocy w poradzeniu sobie z sytuacją...

#Po czwarte: wyrażana w ten sposób agresywność pozwala mi ufać, że Ignacy będzie potrafił w przyszłości obronić się, gdy zajdzie taka potrzeba, albo też o siebie zatroszczyć. Jeśli tylko świat dorosłych będzie potrafił przyjąć jego wciąż jeszcze niedojrzałe, ale ważne z punktu widzenia rozwojowego komunikaty o swoich granicach i ich - najoględnie pisząc- nie spacyfikuje, nie odrzuci, nie napiętnuje.


Wszystkie dzieci muszą się stopniowo nauczyć, co to są uczucia, jak je rozpoznawać, nazywać i sobie z nimi radzić. Wśród tych uczuć jest również złość, nienawiść, rozczarowanie lub niechęć... Dlatego, gdy słyszę z ust Ignacego po wyjściu z przedszkola, że już nie lubi tej lub innej osoby, wiem (WIEM!-  moje dziecko może mi już to zakomunikować :)), że wydarzyło się coś, co było dla Ignacego trudne i staram się o to dopytać. A później przetłumaczyć na język emocji i zrozumieć całe zdarzenie . Dzięki temu pomagam mu uwolnić się od napięcia, którego on sam ma prawo wciąż nie rozumieć i czasem- znaleźć dojrzalsze rozwiązanie. To wyjątkowo trudna sztuka, której nie opanowali nawet niektórzy dorośli, a dzieci zwyczajnie muszą się jej nauczyć...

Zwyczajnie... ;)








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.