Szósty* rok rehabilitacji

Za każdym razem, gdy zadam sobie pytanie, czy aby nie powinnam wybrać się z Ignacym na turnus rehabilitacyjny- obiecuję karnie przeczytać sobie dzisiejszy wpis ;). Dla otrzeźwienia umysłu ;)

Co roku staram się zdać tutaj krótką relację z działań terapeutycznych, których "zażywa" Ignacy. Trochę w celach kronikarskich, trochę orientacyjnych dla innych rodziców. A teraz jeszcze w roli "soli cucących" na wszelki wypadek rodzicielskich zapędów i wyrzutów sumienia ;)

Poważnie- miewam czasem takie dni, gdy wydaje mi się, że niewystarczająco zabezpieczam potrzeby terapeutyczne naszego syna, i że powinnam coś więcej, coś lepiej, coś bardziej. Po czym zerkam na plan zajęć Ignacego w przedszkolu i poza nim, dzwonię zawsze do jednej i tej samej Znajomej Ciotki (jak czyta, to wie, że to o niej mowa!), ona odpowiada mi raz w roku dokładnie to samo, i daję sobie i - co ważniejsze- Ignacemu, spokój ;)

Bo oto zaplecze terapeutyczne na rok szkolny 2017/2018 wygląda następująco:

- 2 x tyg zajęcia z pedagogiem
- 1 x tyg terapia Integracji Sensorycznej
- 3 x tyg terapia logopedyczna (w tym raz prywatnie)
- 3 x tyg terapia ruchowa (w tym raz prywatnie)
- i nowość tegoroczna- 1 x tyg nauka pływania (taka na poważnie).

Jeśli doliczyć do tego repertuaru wszystkie zajęcia "obligatoryjne", zapewniane dzieciom w przedszkolu (rytmika, zajęcia edukacyjne, gimnastyka), oraz te dodatkowe- opłacane dodatkowo dla chętnych dzieci- a powiedzmy sobie szczerze- Ignacy ZAWSZE jest chętny, więc ma pełen pakiet (jęz. angielski, tańce i piłka nożna)- robi się z tego znów pokaźna dawka stymulacji poznawczo- ruchowej.
No i jeszcze Orkiestra z tatą i bratem!!!

Stacjonarny intensywny turnus rehabilitacyjny all along.... ;)

I tak już, Moi Drodzy, szósty rok :)




***

Być może niektórzy z was wiedzą, że mamy pod opieką tymczasową psa w domu (pisałam na FB). Chodzę więc z nim regularnie na spacery (czasem towarzyszy mi Ignacy, ale staram się wychodzić też zupełnie sama), zażywając pięknej październikowej aury, niespiesznie. W moim odczuciu- nic wówczas nie robiąc- po prostu spacerując i rozkoszując się słońcem (którego w tym roku skąpo było). I bywa, że w głowie zrodzi mi się wspomnienie sprzed pięciu, czterech lat, gdy codziennie niemal jeździłam z Ignacym na rehabilitację poza miejsce naszego zamieszkania, czasem na turnus, częściej na wizyty specjalistyczne... I sama się sobie dziwię- jak ja wtedy to wszystko (włącznie z sobą i domem) ogarniałam? Przy trójce dzieci?

Widać ogarniałam, płacąc niewidoczne gołym okiem koszty. Dziś już chyba nie dałabym tak rady. Chociaż- kto wie? gdyby trzeba było, to pewnie bym dała... 

Ilu jeszcze takich rodziców jak ja "ogarnia"? Ciekawe.... :)
A wszystko po to, by wyrównać szanse i dać tyle, ile dziecko gotowe jest wziąć. By pomóc.

Miłego tygodnia Wam życzę :)

* napisałam "szósty", choć de facto już siedem lat Ignacy uczestnicy w różnych formach rehabilitacji. Ale to chyba dlatego, że pierwszy rok jego życia najbardziej kojarzy mi się z podróżowaniem po szpitalach i z walką wewnętrzną, która prowadziliśmy w sobie, poszukiwaniami ("ratunku", specjalistów, rodzajów terapii, cudu...), buntem wewnętrznym... Ot, taka niedojrzałość z nas wyłaziła "młodzieńcza" ;)



Komentarze

  1. Czyli czeka młodego intensywny rok pracy. Oby była ona jak najbardziej owocna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiesz, ile w tym wpisie przemyśleń identycznych do moich.
    Zwłaszcza to, że jak patrzę wstecz to myślę sobie "jak ja to wtedy wszystko ogarniałam"...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Edukacja włączająca czy też Learning to include

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.