Części składowe, czyli...

Z czego składa się (niepełnosprawne) dziecko?


Obecny (Wielki dla osób wierzących) tydzień  jest dla mnie dość trudny. Emocjonalnie zwłaszcza. A przy tym nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dzieje się coś ważnego.

Dość ogólnikowo wspomniałam w ostatnim wpisie o "trudnych zachowaniach" Ignasia w przedszkolu, które miały miejsce na przestrzeni kilkunastu dosłownie dni. Trudnych- już to określenie wydaje mi się piętnujące i niewłaściwe, a przynajmniej nie-najszczęśliwsze. Te zdarzenia pokazały mi, jak bardzo świat dorosłych nie radzi sobie z niektórymi naturalnymi zachowaniami, nakładając na nie oceny. I paradoksalnie komplikuje rozwiązania.

Kilka rozmów, które odbyłam, kilka książek, które przewertowałam i jedno szkolenie, z którego akurat dziś wróciłam - idealnie wpasowujące się w temat - zaowocowało niniejszym spostrzeżeniem, o którym chcę dziś pisać...

Zauważyliście, Rodzice i Wychowawcy, ale również Terapeuci, dzieci zdrowych i tych, które borykają się z problemami rozwojowymi (nierzadko wynikającymi z uszkodzeń układu nerwowego i samej centrali, czyli mózgu), jak wiele uwagi przywiązujemy do rozwoju naszych pociech? Od pierwszych dni ich życia wśród nas? A niektórzy z nas nawet wcześniej poświęcają temu ważnemu procesowi swoją uwagę i wysiłki?

O co dbamy tak usilnie i bardzo? Co kryje się pod hasłem rozwój? sfery rozwoju?

Podstawowe umiejętności dziecka utrzymujące je przy życiu poza łonem matki. Gdy ten obszar jest zagrożony- wszyscy walczą o zabezpieczenie dziecku odpowiedniej pomocy. Wszak, by żyło, dziecko musi jeść, pić, oddychać, spać, musi też mieć sprawne narządy wewnętrzne. Nazwałam sobie ten obszar "bazowym"- wykraczającym poza wszelkie dyskusje w zakresie dbania o dziecko. Priorytet priorytetów.

Po nim przychodzi miejsce na rozwój fizyczny - gdy jest zaburzona sprawność ruchowa (a nawet gdy wszystko przebiega prawidłowo w tym zakresie)- rozwój fizyczny dziecka jest jednym z pierwszych obszarów naszej obserwacji- i jeśli trzeba- wspomagania. Wszyscy godzimy się z tym, że dziecko najpierw powinno opanować umiejętność trzymania główki, podnoszenia jej, potem- kolejno i w dużym skrócie- siadania, raczkowania, chodzenia itp. Dajemy na to dziecku czas, wspomagamy, ćwiczymy, zachęcamy do pokonywania trudności, jeśli takie się pojawiają. Dzieci z opóźnionym rozwojem fizycznym korzystają z pomocy fizjoterapeutów.

Dużo przestrzeni i zrozumienia okazujemy również w obszarze rozwoju poznawczego. Pozwalamy eksplorować, uczyć się, nabywać nowe umiejętności, z wiekiem dziecka oczekujemy, że zacznie dostrzegać różnice, podobieństwa, dokonywać syntezy i innych skomplikowanych operacji myślowych. Jeśli dziecko ma trudności z koncentracją uwagi albo zapamiętywaniem rymowanek- ćwiczymy to z nim, dając przyzwolenie na błędy, czas na opanowanie tych umiejętności, zgodzimy się wszyscy, że należy się tego nauczyć, rozwijać na miarę indywidualnego potencjału, pracować nad tym. 
Dzieci z utrudnionym rozwojem poznawczym ćwiczą ze specjalistami- najczęściej są to pedagodzy.


Gdy dziecko wkracza w wiek 2,3 lat zaczynamy koncentrować się też bardziej celowo i świadomie na rozwoju społecznym. Ważne stają się kontakt i relacje z osobami spoza najbliższego otoczenia, rówieśnikami. Pokazujemy dziecku, jak należy się zachowywać w różnych miejscach i sytuacjach, że witamy się i żegnamy z innymi ludźmi, podczas spektaklu nie szeleścimy papierkami i kupujemy bilet na pociąg, jeśli chcemy wybrać się w podróż. Zależy nam na tym, żeby nasze dziecko odnalazło się wśród innych ludzi, umiało z nimi współżyć i radzić sobie w różnych sytuacjach społecznych, bo całe życie przed nim. I mamy w sobie zgodę na to, żeby odbywało się to na drodze procesu nauki, nie wszystko od razu i nie najtrudniejsze na początku. Małymi krokami.

W podobnym okresie mocno też absorbuje nas rozwój mowy lub komunikacji u dziecka. Może nawet trochę wcześniej zwracamy już na to uwagę. I tutaj znowu: od gaworzenia, sylab, po pierwsze słowa aż do rozbudowanych wypowiedzi- dajemy dziecku czas, wzmacniamy, cieszymy się z jego osiągnięć, nowych określeń, każdego wyznania miłości... Wiemy, że żadne dziecko nie będzie sprawnie operować kilkami językami na raz, ani prowadzić skomplikowanych, specjalistycznych debat. Na to trzeba mnóstwa czasu i wysiłku, treningu, czasem - znowu- wsparcia specjalistycznego przy różnego rodzaju trudnościach w tym obszarze. Prowadzimy więc dziecko do logopedy. Gdy zaś chcemy nauczyć je obcego języka- wysyłamy na kurs lub szukamy właściwego nauczyciela.


Ważną sferą, o której niektórzy z nas pamiętają, zaś niektórzy rumienią się na samą myśl o tym, jest też rozwój sfery seksualnej, związanej i z okolicami intymnymi i ciekawością dziecięcą, poznawaniem własnego ciała i jego "możliwości"- tak to nazwijmy. Tu również dziecko wszystkiego się uczy i poznaje. Ta sfera też musi się rozwinąć, dojrzeć, wspomagamy ten proces mniej lub bardziej umiejętnie, ale przyjmujemy do wiadomości, że też istnieje i ma na życie naszego dziecka wpływ. Również niepełnosprawnego.

Dlaczego zatem- mając tyle wiedzy i wyrozumiałości wobec dziecięcych zadań rozwojowych, sfer, pracy, którą muszą włożyć w to, by jak najlepiej funkcjonować i czasu na trening różnych umiejętności-  gdy dziecko zaczyna okazywać swoją agresję, niezgodę, frustrację i złość- oczekujemy od niego, żeby robiło to w "cywilizowany" sposób? Od razu? Bez odpowiednio długiego treningu?

Rozwój emocjonalny. Również dzieci niepełnosprawnych, choć zdaję sobie sprawę, że zdrowe dzieci też potrzebują w tym obszarze wsparcia, nauki, wyrozumiałości, pomocy i podpowiedzi. Ile uwagi poświęcamy tej sferze, w naszym codziennym życiu, bo przecież on się dzieje cały czas? Dlaczego trudno zaakceptować nam fakt, że on się nie stanie od razu? Przecież nawet my- dorośli- nie zawsze umiejętnie radzimy sobie z regulacją naszych uczuć, ich nazwaniem, wyrażeniem w bezpieczny sposób? Sami mamy czasem spore deficyty w tym zakresie i na swoją "obronę" mówimy, że "nikt nas przecież nie nauczył"...

Bardzo jakoś uderza mnie ten fakt. Dajemy dzieciom wsparcie i czas w tylu obszarach: fizycznym, poznawczym, mowie, społecznym. Wiemy, że "Nie od razu Kraków zbudowano".
Ale gdy dziecko wrzaśnie, kopnie lub ugryzie- piętnujemy to, krytykujemy, karzemy (!). A nie daj ..... żeby dziecko po pierwszej nauczce powtórzyło swoje "złe" zachowanie...! 

I tak, na fali tego tygodnia, Wielkiego przecież, mam taką jedną refleksję, żebyśmy pamiętali, że dziecko (niepełnosprawne) składa się także z emocji i potrzeb (o których też chciałabym napisać). I, że jeśli boryka się z trudnościami, to mogą one dotykać też tej sfery. Czy, jeśli mały Janek albo Amelka zapomni się przywitać z babcią lub panią w przedszkolu, ukarzemy ich za to? 
Naprawdę, niektórych umiejętności musimy uczyć się wiele lat. My dorośli. I dzieci też. Te niepełnosprawne również. A może tym bardziej....


Tak. Jestem matką- psychologiem. Nie potrafię tego rozdzielić.
Dobrych Świąt Wam życzę.... I czasu dobrego również...  







Komentarze

Inni czytali też:

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Ta cała "zabawa" w emocje...

A może do kina?

Niczego nie żałuję?

Samodzielność