Jest jakby "lepiej".


Bywały czasy, gdy o relacjach Ignacego z rówieśnikami niewiele mogłam napisać. Niewiele optymistycznego. Temat był i nadal pozostaje "wrażliwy", ale- Ignacego radości- jest trochę lepiej.

Po zmianie grupy przedszkolnej, po trudniejszych początkach, obserwujemy pozytywny postęp w jego relacjach z rówieśnikami- po obu stronach.

Dla przypomnienia napiszę, że Ignacy rozstał się z grupą, w której funkcjonował od początku przedszkolnej edukacji, czyli od wieku 3 lat do 6. Przed wakacjami podjęłam trudną decyzję o odroczeniu go od obowiązku szkolnego, tym samym przesuwając go z grupy zerówkowej do pięciolatków. Obecnie między nim a grupą jest różnica wiekowa dwóch lat.
O swoich dylematach przy odraczaniu i rozdzielaniu z grupą Krasnali pisałam tu: Tak bardzo chcę wierzyć, że...

Dziś z perspektywy ponad półrocznej mogę stwierdzić z pewną ulgą i ufnością, że plan się sprawdza i relacje Ignacego z dziećmi wydają się być trochę lepsze. Jestem nieco spokojniejsza, widząc jak Ignacy radzi sobie z grupą i jak dzieci przyjmują Ignasia.

Prócz nowych znajomości z przedszkola, udało nam się nawet podtrzymać kilka tych starszych- z poprzedniej grupy, co już uważam za prawdziwy sukces :). To strasznie miłe, widzieć, że koledzy, którzy teraz uczą się w innej grupie, nadal chcą się z Ignacym spotykać i bawić poza przedszkolem. Że jest przez nich mile widziany, mimo różnic w sprawności, które tak jakby nieco przestały przeszkadzać.... Jasne, że w trudniejszych momentach odzywają się stare wzorce reagowania. I Ignasia i "na Ignasia"- gdy ten np. zrobi coś, czego dzieci nie lubią- złapie za rękaw, rzuci się do uścisków lub niechcący szturchnie kolegę. Jest to jednak zdecydowanie rzadsze, po czym wyraźnie widać, że i Ignaś i jego koledzy dojrzali przez ostatnie pół roku:).

Myślę, że te zmiany na lepsze w socjalizacji wynikają głównie z tego, że zdecydowanie zmalała bariera komunikacyjna. Ignacy zaczął mówić na tyle wyraźnie, że łatwiej jest rozumiany przez ludzi, którzy nie znają jego historii, ale też kolegom jest  mu go łatwiej rozszyfrować ;). Ignacemu łatwiej powiedzieć, czego chce, czego nie chce, co się wydarzyło w przedszkolu, lub co mu się nie podoba (lub zachwyca). A my możemy na to adekwatnie odpowiadać.
Jednocześnie za jakością mowy wzrósł niesamowicie jego słownik i zasób wiedzy o świecie. Słuchając jego spontanicznych komentarzy czasami otwieram oczy ze zdumienia, widząc, jak on wiele potrafi ponazywać i powiedzieć. O co jeszcze pół roku temu (występując na konferencji o AAC) wcale bym go nie podejrzewała!

Zdarzają się oczywiście sytuacje konfliktowe między Ignacym a dziećmi, pojawiają się silne emocje... Ignacy nie chce już tak łatwo odstąpić pola, czuje się pewniejszy siebie i jest w  stanie zawalczyć o coś, na czym mu zależy. Nie zawsze jednak w sposób, hmm.... "dyplomatyczny". Zdarza się, że w złości i bezsilności agresywny... Ale jednak w granicach normy dla małych dzieci, które wszystkiego muszą się nauczyć.  

Pokłosiem tego jest więc nasze nowe (naturalne i rozwojowe) wyzwanie- nauka wyrażania swoich emocji i potrzeb w taki sposób, by nie krzywdzić innych. A jednocześnie, pokazanie mu sposobów na obronę własnych granic i zaspokajanie własnych potrzeb bez frustrowania siebie i innych... Nie jest to łatwe, ale osiągalne, więc... 

Zakasujemy rękawy i rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy....

A w tym wszystkim przyświeca nam motto:

"nie ma dzieci niegrzecznych, złych czy agresywnych, są tylko (dzieci) sfrustrowane, bezradne lub nie spełniające oczekiwań dorosłych"...

Motto to jednak niekiedy przygasa, głównie wtedy, gdy to matka bywa sfrustrowana i sama się staje ""niegrzeczna"- nie reflektując tego w porę;). Na szczęście jednak zwykle na tym poprzestaje i szuka sobie odskoczni lub wytchnienia. By wrócić do formy i roli ;)

Tak- po prostu i po ludzku ;)


Komentarze

Inni czytali też:

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Ta cała "zabawa" w emocje...

A może do kina?

Niczego nie żałuję?

Samodzielność