Stricte o Ignacym.

Pamiętacie jeszcze tego Bąka, który froterował sejmowe posadzki sali kolumnowej, z wielkim smokiem w rozdartej zwykle buzi i o zawadiackim spojrzeniu? Jakoś tak przypomniała mi się dziś ta scena sprzed pięciu lat...


Sejm  (gdyby ktoś jeszcze zechciał sobie przypomnieć).

I chociaż wtedy nie wiedzieliśmy za bardzo, ani co oficjalnie powiedzieć, ani- czego się spodziewać po tym czworakującym po sejmowych marmurach "dwu-i-pół-latku", to dziś wcale mnie jakoś nie dziwi, że wyrósł z niego taki niezależny i mądry Spryciarz, z którym teraz mamy przyjemność obcować. To było jakoś widać w jego oczach ;)

Tymczasem... dziś zima trzyma, a nam czas płynie porywiście. Jak zawsze. A ja zastanawiam się kiedy ostatnio pisałam tu stricte o Ignacym? Obecnie "siedmio-i-pół-latku".

Otóż- wciąż chłopak ma pełne ręce roboty ;) Chociaż najwięcej pracuje głową- nad swoimi intelektualnymi możliwościami i mową tudzież porozumiewaniem się z otoczeniem. Nie zaniedbuje też sprawności fizycznej, ucząc się pływania, trenując pod okiem Pana Fizjoterapeuty i wędrując w kosmicznym Dunag'u.
Jeśli o mowę chodzi- kwitnie. Do tego stopnia, że nawet dzieci zaczynają go rozumieć, co przekłada się w jakimś stopniu na jakość jego relacji z rówieśnikami. Powoli dzięki temu staje się partnerem w zabawie, czego bywam świadkiem w domu, podczas odwiedzin kolegów, a domyślam się również z ignasiowych opowieści, że w przedszkolu odbywa się to podobnie.

Komunikuje się więc chłopak coraz efektywniej i efektowniej :) Buduje okrągłe zdania, zadaje pytania, rozmawia z koleżankami i kolegami z przedszkola. Nawet- co kiedyś było mocno ograniczone- pozwala sobie na samodzielne telefony do Babci- rozpoznając potrzebny numer po ikonce ze zdjęciem i napis (podejrzewam, że rozpoznaje całe słowo, nie koniecznie czytając jego treść). 
W miarę rozwoju mowy przyrastają  (bądź objawiają się nam, albo i jedno i drugie) też jego możliwości logicznego myślenia i rozwija się spostrzegawczość. Ignacy coraz obszerniej potrafi skomentować otaczającą go rzeczywistość, poszukuje informacji (ale nie w znaczeniu ciekawego czterolatka, który chce poznać, jak funkcjonuje otaczający go świat, tylko w kontekście ludzi i ich zajęć).
Ciemniejszą (trudniejszą) stroną tego procesu jest fakt, że lubi/ potrzebuje mieć kontrolę, dyrygować, wydawać polecenia najbliższym i ustawiać ich w hierarchii (oczywiście pod swoje dyktando)- z czym ustawicznie dyskutujemy, przypominając mu, że jednak każdy z nas ma swoje zdanie i własną wolę. I- że może- ale nie musi- spełniać jego prośby, czasem przybierające zdradliwe lub irytujące co gorsza formy polecenia. Zastanawiam się niekiedy, skąd ów "roszczeniowy, wielkopański ton" pojawił się w komunikacji z Ignacym i podejrzewam, że jest to mieszanka jego wczesnodziecięcych doświadczeń bycia w centrum naszego świata i ogromne trudności z komunikowaniem się przez pierwsze pięć lat życia (od około trzech lat to się naprawdę cudownie zmienia, ale nie dzieje się wszystko na raz, tylko stopniowo, powoli). 

Tak, tak :) Już słyszę te uwagi pod naszym adresem, że "rozpieściliście go, to macie" ;) Jasne. Rozpuściliśmy go niemożliwie ;)  Spróbujcie nie "rozpieścić" dziecka, które się śmierci omsknęło i jeszcze przez gro czasu o swoich potrzebach informowało głównie krzykiem i nieartykułowanymi dźwiękami. I które samo ani nigdzie się ruszyć nie mogło, ani dostać niczego własnymi rękami.... Kompletnie będąc od nas zależnymi zdecydowanie dłużej, niż zdrowy Maluszek. Jeśli odpowiadanie na jego potrzeby nazwiemy "rozpieszczaniem"- to tak: rozpieściliśmy go. Niemniej jednak mam inne spojrzenie na ten proces i nasze intencje;) Zwyczajnie odpowiadaliśmy w granicach rozsądku na jego potrzeby. Czasami specyficzne. Ale jak najbardziej naturalne dla każdego dziecka.

Tak czy inaczej, możliwe, że niebagatelną rolę w takiej formie porozumiewania się ze światem miało także modelowanie podczas doświadczeń terapeutycznych, gdzie Ignacy wykonuje od małego szereg poleceń. Naturalnie więc nabiera przekonania, że taka forma kontaktu z otoczeniem jest pewną normą. Gdzie ktoś oczekuje, że druga strona dostosuje swoje zachowanie do polecenia/ propozycji/ woli mówiącego. Tłustym drukiem (by nikogo nie urazić) zaznaczę przy tym, że nie jest to żadne oskarżenie pod niczyim adresem, a jedynie obserwacja i próba zrozumienia źródeł tego procesu.

Tak czy inaczej, odnosimy już pewne sukcesy w postaci tego, że Ignaś wie kiedy należy użyć słowa "proszę" i "dziękuję". Jest w stanie też przyjąć spokojną argumentację odmowy jego "żądania", choć nie ukrywa swojego rozczarowania lub zawodu. Resztę z pewnością wyszlifuje "w praniu", tak jak to czyni przez ostatnie dwa lata. A my mu w tym, jako rodzina, ochoczo pomożemy ;)




Tej zimy próbowaliśmy również postawić Ignacego na nartach i nauczyć stabilności i koordynacji "ciało-deski" (pisałam o tym /rozemocjonowana/ na profilu fb).  Przyznaję, że widać geometryczną różnicę między jego umiejętnościami i siłą, wynikającą z  napięcia mięśni, obecnie - do zeszłego roku.  Zdecydowanie lepiej radzi sobie również skacząc na trampolinie, co też świadczy o stopniowym wzmacnianiu się mięśni głębokich brzucha.
Nadal jednak stawia stopy od palców (co utrwaliło się jako nawyk). Pracujemy nad tym nieustannie, rzadziej też upada z tego powodu, ale wciąż mu się to zdarza... Nie biega też stabilnie i płynnie, ale tu również widać wielką poprawę sprawności (czasem, gdy przyglądam mu się, jak "biegnie", naprawdę mam wrażenie, że odrywa się na milisekundy od ziemi). 
Ogólnie jego możliwości fizyczne są dużo mniejsze, niż rówieśników i czasem przez myśl przebiega mi fantazja, że prawdopodobnie już tak zostanie. Najważniejsze jednak jest to, że Ignacy nie traci apetytu na życie, ruch, pokonywanie trudności i doskonalenie swoich możliwości podczas regularnych "treningów"- bo tak zaczęliśmy nazywać jego ruchową rehabilitację od jakiegoś czasu. No i porusza się samodzielnie, co jest niezwykle cenną umiejętnością w jego i naszym życiu!
Czy jednak osiągnie pełną sprawność? Tego nie wiemy...
Pracujemy nad tym :)



Jeśli chodzi o inne zmiany, to z przyjemnością zawiadamiam Was, że Ignacy z ogromną frajdą, całkiem nieźle artykulacyjnie, na całe gardło, niewiele fałszując -wyśpiewuje discopolowe hity, "wzbogacając" nasz rodzinny repertuar o obszary muzyki folklorystycznej (tak to nazwijmy), czasem niestety również męcząc nasze muzyczne gusta i mózgi.
Bardzo nas cieszy ten rozwój muzycznych kompetencji naszego syna, bo to oznacza, że jego pamięć funkcjonuje coraz sprawniej, chętniej więc pracujemy z rymowankami i daje nam  to kolejne, bogate pole do przemycania ćwiczeń pod pozorami zabawy.



I znowu myślę sobie, że te wszystkie zmiany (także w obszarze społecznym) zawdzięczamy nie tylko tradycyjnie pojmowanej rehabilitacji, wciąż obecnej w Ignacego życiu, ale też wszystkim możliwościom, które stwarza nam otwarty na nas i jego osobę, świat, gdzie człowiek uczy się najskuteczniej i w najbardziej naturalny dla siebie sposób- intuicyjnie. A to, co fascynuje, jednocześnie rozwija, sprawiając, że codzienność, zamiast żmudna, jest wypełniona energią i ciągłą nauką. Chociażby dobrych manier i ogłady ;)

Patrząc na powyższe, dostrzegając, że możliwości poznawcze i motoryczne Ignacego odbiegają wciąż od tak zwanej przeciętnej dla jego grupy wiekowej, jestem w miarę spokojna. I zadowolona z nas wszystkich.  Zdarzyło mi się nawet usłyszeć z ust Pedagoga, omawiającego funkcjonowanie Ignasia w placówce, że "z pewnością udało się Państwu zbudować w Ignasiu wysokie poczucie własnej wartości"... Ufam, że był to komplement najwyższej klasy. I, że to poczucie wspomoże go w dalszym rozwoju, będzie dodawać mu skrzydeł, motywować, by wciąż doganiał świat, ale przede wszystkim pomoże mu zachować dla siebie szacunek. I poczucie, że jest wartościowym Człowiekiem, mimo, że z trudnościami i specyficznymi ograniczeniami...


Komentarze

  1. Gratulacje dla Ignasia. Jestem niezmiernie dumna czytając o postępach, jakie poczynił. Jestem pewna, że jeszcze nie raz i nie dwa zachwyci Was swoim potencjałem. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Inni czytali też:

Ta cała "zabawa" w emocje...

Niczego nie żałuję?

List do Terapeuty

JUŻ JEST! - Sala Doświadczania Świata

Maria i Biedronka- czyli doczytajcie do końca!