Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2018

Ta cała "zabawa" w emocje...

Obraz
i rozmowy o nich... Po co nam??? Po co to Ignacemu?

Nie mogłabym po prostu sobie trochę odpuścić? Krzyknąć, gdy on krzyczy? Ukarać, gdy kopnie brata albo kolegę? Albo zapowiedzieć, że jak jeszcze raz to się powtórzy, to nie będzie mógł włączyć komputera?

A może zamiast sprawdzać, dlaczego krzyczy, rozmawiać o tym, że jest mu trudno rozstać się z kolegą, gdy tak dobrze się bawili- powinnam zirytowanym głosem powiedzieć: "Proszę się ubierać bez marudzenia! Trzeba się było bawić z kolegą wcześniej...Za pięć minut wychodzimy!". 

Albo zamiast "rozumieć", że może czuć się rozczarowany, zawiedziony, albo mu smutno, czy złości się, mogłabym machnąć ręką i zająć się swoimi sprawami- przecież i tak z tego niewiele skorzysta, a ja mam wystarczająco wiele na głowie.

Po co niepełnosprawnemu dziecku rozmowy o emocjach? Czyż nie lepsze są jasne zasady, persfazja, nagrody i kary oraz "konsekwencja"?
No? Może przestańmy się oszukiwać- nie róbmy nic na siłę- rzeki kijem nie zaw…

Maria i Biedronka- czyli doczytajcie do końca!

Obraz
Siedem lat temu... Pierwsza wyprawa Ignacego na górę Igliczną, leżącą niedaleko Śnieżnika (na który podczas tamtego wyjazdu również się wgramoliłam). Do Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej, potocznie w naszej rodzinie zwanej "Marią Śnieżną". Jakoś tak się stało, że wszyscy mamy do niej sentyment. I tata- który jako dziecię i młodzieniec, wędrował tam wielokrotnie ze swoim Tatą, i ja- która wędrowała tam kilkakrotnie w czasach studenckich i potem narzeczeńskich. Głównie jednak kierowana pasją wędrowania, niż duchową potrzebą...
Pewnego czerwcowego przedpołudnia, kołysząc w brzuchu czteromiesięcznego Ignasia (chyba już wiedziałam, że to synek będzie), wdrapałam się na Marię z przyjaciółką, zaległam na płask na jednej z licznych ławeczek (dziś niestety ogrodzonych i niedostępnych dla turystów- mam nadzieję, czasowo z powodu prac technicznych) i, wsłuchana w bicie własnego serca, szum wiatru, pogawędki turystów, mrużąc oczy przed ostrym słonecznym światłem, myślałam skrycie:
- "…

O pewnej Górce, do której chce się wracać :)

Obraz
Niezwykle trudno szło mi wybieranie się na ten wyjazd. Po dwóch tygodniach emocjonalnych zawirowań, parującej od myśli głowy i decyzjach, które czają się tuż za rogiem w oczekiwaniu na podjęcie, zadawałam sobie w piątkowy poranek pytanie: po co mi to wszystko??? nigdzie nie jadę! poddaję się :( Zniechęceniu i znużeniu.
Ostatecznie okres świąteczny można spokojnie spędzić w domu, nic nie trzeba pakować, gotować, mobilizować się do drogi (około 150 km do przejechania to niewiele, ale będąc w takim stanie jak ja w piątkowe przedpołudnie- wydaje się to dystansem nie do pokonania)...
Skrycie uroniłam kilka szlochów nad kuchennym blatem, odetchnęłam głęboko, zrezygnowałam z gotowania obiadu przed podróżą i zarządziłam chłopakom zabawę w wojsko- ja byłam generałem, a oni szeregowcami z możliwością awansu zawodowego, pod warunkiem realizowania wszystkich rozkazów w tempie błyskawicznym i z dokładnością mikroskopu elektronowego.
I jakoś daliśmy radę się spakować, zahaczyliśmy o obiad na trasie - …