Maria i Biedronka- czyli doczytajcie do końca!

Siedem lat temu...
Pierwsza wyprawa Ignacego na górę Igliczną, leżącą niedaleko Śnieżnika (na który podczas tamtego wyjazdu również się wgramoliłam). Do Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej, potocznie w naszej rodzinie zwanej "Marią Śnieżną".
Jakoś tak się stało, że wszyscy mamy do niej sentyment. I tata- który jako dziecię i młodzieniec, wędrował tam wielokrotnie ze swoim Tatą, i ja- która wędrowała tam kilkakrotnie w czasach studenckich i potem narzeczeńskich. Głównie jednak kierowana pasją wędrowania, niż duchową potrzebą...

Pewnego czerwcowego przedpołudnia, kołysząc w brzuchu czteromiesięcznego Ignasia (chyba już wiedziałam, że to synek będzie), wdrapałam się na Marię z przyjaciółką, zaległam na płask na jednej z licznych ławeczek (dziś niestety ogrodzonych i niedostępnych dla turystów- mam nadzieję, czasowo z powodu prac technicznych) i, wsłuchana w bicie własnego serca, szum wiatru, pogawędki turystów, mrużąc oczy przed ostrym słonecznym światłem, myślałam skrycie:

- "Bardzo cię proszę, Mario Śnieżna, żeby moje Maleństwo urodziło się zdrowe".



Siedem lat później, czyli w ubiegłą sobotę i niedzielę, goszcząc w Janowej Górce, wybraliśmy się na Górę Igliczną ponownie. Tym razem Ignacy szedł już na własnych nogach i o własnych siłach. Dzielnie i mężnie, choć nie bez chwilowych kryzysów i zwątpień, objawiających się głośnym buntem pod postacią krzyków i próśb. I o ile podchodząc delikatnym szlakiem z Międzygórza, biegnącym nieopodal Ogrodu Bajek (do którego w sumie nie udało nam się tym razem wejść- i mamy tam po co wrócić), tata co jakiś czas brał Ignasia na swoje barki, to już z górki...

Około 3 km zejście do Międzygórza, malowniczym leśnym szlakiem turystycznym, Ignacy pokonał powolutku, ostrożnie i czasami niechętnie- jak niejeden siedmiolatek- ale całkowicie na własnych nogach! 
Jest to z pewnością ogromny wyczyn, mając na uwadze fakt, że jego ciało nie jest tak sprawne, jak ciało przeciętnego siedmiolatka. Nie odznacza się ani nadmierną, dziecięcą gibkością, ani zwinnością, ani nawet stabilnością. Nie wspominając o szybkości i świadomym trudzie stawiania stóp od tak zwanej pięty. Towarzyszyło mu więc sporo potknięć, trudności z zachowaniem równowagi na kamienistych, stromych fragmentach szlaku (zwłaszcza na ostatnim- finiszowym odcinku, który wybraliśmy, gdyż był krótszy, a Ignacy był już zmęczony). Ale- mimo niechęci i zmęczenia wędrówką, a i przyzwyczajenia, że jak dobrze "poprosi" rodziców, to ci w końcu ułatwią mu zadanie i wezmą "na barana"- całą trasę Ignaś przedreptał sam. Rodzice się nie ugięli... A Ignacy się nie poddał.







Podczas naszych świątecznych wędrówek nie obyło się oczywiście bez odwiedzin Wodospadu Wilczki- mamy takie stałe punkty na mapie Międzygórza, gdzie zaglądają wszyscy turyści, ale wybieraliśmy też szlaki mniej uczęszczane, jak np. trasa spacerowa  leśnymi polanami i duktami biegnąca,  spod Czarnej Góry do Stronia Śląskiego. (nie doszliśmy do celu, to było już ponad siły naszego małego piechura; zostawiamy sobie ją na kolejny raz, który musi nadejść niebawem ;)).


A jak wędrowanie to i.... śpiewanie, o czym wie każdy wytrawny turysta, przemierzający górskie szlaki i doliny....

Dlaczego Biedronka - spytacie może? I o co w ogóle chodzi???
Już wyjaśniam, bo to nie lada nowina :)

Otóż- chociaż sami w to nie do końca wierzymy, Ignacy będzie brał udział w festiwalu muzycznym!

Jak co roku w naszym mieście (i gminie) odbywa się Festiwal Piosenki Dziecięcej Biedronka. Przedszkola i szkoły wystawiają swoich reprezentantów, czyli rozśpiewane maluchy, które wcześniej zgłaszają swoją chęć uczestnictwa. No i jak się już domyślacie- Ignacy bardzo chciał wystąpić w takim wydarzeniu. 

Rozśpiewany jest, choć nieco nieczytelny w wymowie, ale najwyraźniej wcale go to nie zniechęca, ani mu nie przeszkadza. Nauczył się słów króciutkiej piosenki dziecięcej (którą teraz szlifujemy od czasu do czasu w domu), zaśpiewał na eliminacjach przedszkolnych i....... został zakwalifikowany przez jury przedszkolne do dalszego etapu!
Ku mojemu zdumieniu i wzruszeniu (mam też pewne obawy, ale to moje lęki), a jego dumie i ogromnej radości :)

Z pewnością będzie to dla niego ogromne przeżycie- wystąpić indywidualnie na prawdziwej scenie przed publicznością, śpiewając piosenkę. Jedna z najczęstszych jego domowych zabaw w końcu stanie się rzeczywistością :) Ja jeszcze nie potrafię sobie tego wyobrazić....
I to pewnie mnie bardziej niż jemu przydałyby się na tę okoliczność słowa otuchy ;)

Tak czy inaczej mam nadzieję, że będziemy się wspólnie dobrze bawić. Już niedługo, bo 16 kwietnia. Dalszych scenariuszy raczej nie bierzemy pod uwagę;) Ale ten występ na pewno wiele będzie dla Ignasia znaczył :)




Komentarze

Inni czytali też:

"Jaskiniowcy z bliska", czyli to, co mnie fascynuje.

Ta cała "zabawa" w emocje...

A może do kina?

Niczego nie żałuję?

Samodzielność