Rehabilitacja

Słowo o tym, jak Ignaś spędza swoje najgłębsze dzieciństwo, też chyba ma rację bytu? Nie jest to bynajmniej sielanka i leniuchowanie, o którym marzy każdy nastolatek lub uczeń nieco mniej dojrzały:) Jest to co najmniej pół etatu dość nieprzyjemnej pracy, która przynosi powolne efekty. Staramy się, by była to praca okupiona jak najmniejszym dyskomfortem, ale każdy, kogo dziecko ma poważne problemy z rozwojem ruchowym wie, że nie zawsze jest to możliwe i czasem nieuniknione są łzy i pot. I niezawinione


Czas Vojty
W gruncie rzeczy i tak jest już o niebo lepiej. Jeszcze niecały rok temu, gdy zaufaliśmy niezawodnej i rewelacyjnej metodzie Vojty, rekomendowanej nam przez dwóch niezależnych neurologów, Ignaś potrafił krzyczeć w niebogłosy bite 20 minut ćwiczeń (bądź krócej- w zależności od czasu trwania danej serii wykonywanej w domu). I tak po 4 razy dziennie. Prócz, niestety, odwrotnych od oczekiwanych, efektów tej katorżniczej pracy (a to na stole w kuchni... a to na stole rehabilitacyjnym w poradni... a to na ławie w letniskowym domku, gdzie spędzaliśmy wakacje, bo przecież też musimy odetchnąć... a to na przewijaku na stacji benzynowej akurat w podróży... a to na przewijaku w toalecie w Legolandzie berlińskim, gdzie nas poniosło z okazji urodzin synów:)... i w wielu innych egzotycznych miejscach), Ignaś nabawił się urazu i do mnie, i do innych ludzi, którzy chcieli go jakkolwiek ruszać i do ćwiczeń ogólnie.
Poskutkowało to kolejnymi przepłakanymi sesjami,  już w metodzie NDT Bobath (chwała, że ktoś ją opracował!), przez kolejne dwa miesiące (od początków sierpnia do końca września 2011).

Czas NDT Bobath
Ale zdzierżyliśmy (jakoś tak mi się zaciąga dziś ze wschodu;)). Przetrwały Panie Rehabilitantki, choć nie było im pewnie łatwo pracować z tak przerażonym i rozwrzeszczanym malcem,  przetrwał i Ignaś, który powoli, powoooooli oswajał się z Nowym, przetrwałam i ja:). No i pokazały się pierwsze zwiastuny poprawy: najpierw kontrolował główkę (co nadal jest jeszcze chwiejne, ale jest), potem rozruszał rączki, nóżki, aż w lutym tego roku, podczas zimowej laby, zaczął nieśmiało i nieudolnie walcować się z pleców na brzuch. "Najpierw powoli, jak żółw ociężale", a teraz coraz chyżej, chętniej, sprawniej i skuteczniej (potrafi zrolować się po całym pokoju lub duużym łóżku w saloniku). Doszło nawet do tego, że czasem pozostaje chwilę w pozycji na brzuchu (jakby zapomniał, jakie to niewygodne i straszne;)), rozgląda się po świecie i cieszy się z sukcesu.
Ponad to: siedzi podtrzymywany (sam "leci na boki"), zajada nóżki- o czym wspominałam już w innym miejscu, a dziś- jadąc w samochodzie, łapał dwoma rączkami nasadkę od butli z mlekiem i pchał ją namiętnie do ust:). To ogromny postęp, bo...

Jak To wyglądało....
... w lipcu 2011 roku, po 3 miesiącach sumiennie ćwiczonego Vojty, stan Ignasia był opłakany. Staram się tego nie pamiętać ze szczegółami i sama sobie zadaję pytanie, jak wtedy dawaliśmy radę, skąd brałam siłę, by go po raz kolejny kłaść na stole i wyczyniać z nim cuda? Choć wcześniej (przed podjęciem rehabilitacji- kwiecień 2011- połowa maja 2011), zdarzało mu się fikać nóżkami, wyciągać rączki do zabawek, podciągać nóżki do brzuszka, przyciągać zabawki do ust, to w miarę trwania rehabilitacji (kto chce, niech nie wierzy), Ignaś wycofywał nam się z życia. Jakby nic mu się już nie chciało, na nic nie miał siły. Przestał cokolwiek. Zabawki przestały dla niego istnieć. Ot, spoglądał smutnym wzrokiem i nic. Od czasu do czasu, noszony na rękach (a to i tak w okresie urlopu- gdy wszyscy byliśmy razem, rodzinnie) starał się dotknąć liście na krzewach. Ale jego ruch przestał być pewny, prosty, łatwy. Kończyny chwiały się przy wysiłku i ruchy miał mało celowe. We wrześniu 2011 nie potrafił jeszcze nic wziąć do rączki, bo paluszki go nie słuchały! Mam na to świadków:( Do dziś niestety ma takie problemy i rączki mu tańczą, ale chyba determinacja sprawia, że w końcu łapie, to co chce, choć niestety nie zawsze...

Tak to wyglądało  w pierwszym roku życia Ignasia (2011):
Obecnie Iggy jeździ 2 razy w tygodniu na rehabilitację (okres, gdy jeździliśmy 4 razy w tygodniu też nie był korzystny, bo Iggy był przeciążony. Niestety nie skonsultowałam tego z żadnym lekarzem rehabilitacji, bo dostałam się do niego na wizytę dopiero w tym roku, a i tak niewiele z tej wizyty wynikło:( ).
Dopiero zmniejszenie częstotliwości ćwiczeń przyniosło zmianę na lepsze - miał siłę ogarnąć się i zasymilować to, czego się uczył w czasie ćwiczeń.
Na miejscu mamy zabezpieczoną terapię logopedyczną i sensoryczną- przyniosła już ogromne efekty! Zaciekawiła go światem i oswoiła z nieznanym:). Choć Iggy nadal nie mówi. Ale (też już pisałam skrótowo o tym- jego repertuar w tym miesiącu znacząco się wzbogacił i wydaje z siebie nowe głoski/ zbitki,/ buuuu po prostu i dźwięki, których nie potrafię zapisać w kodzie literowym;)
NFZ zapewnia nam część ćwiczeń tygodniowo, resztę organizujemy prywatnie (70 zł/ 45 min).
Do tego dochodzi basen w co lepszych kondycyjnie i zdrowotnie okresach (oczywiście rodzinnie=prywatnie= rekreacyjnie). No i zabawy z braćmi, nami, spacery i inne "wyszukane formy stymulacji".

Nie wydaje się to intensywne i bogate, ale łącznie 4 razy w tygodniu Ignaś gdzieś jedzie (zamiast często wózkiem na spacer z mamą). Resztę dni w tygodniu to weekend (gdzie też czasem trafia mu się podróż, ale o zgoła innym charakterze) i jeden dzień tzw wolny, ale w rzeczywistości przeznaczany na wizytę u lekarza jednej bądź drugiej specjalności.

Mając chore lub mniej zdrowe dziecko człowiek staje się częstym gościem najróżniejszych poradni, o  których wcześniej jeno słyszał, a i to niekoniecznie. Teraz to chleb powszedni. Ale nie będziemy się uskarżać, bo to nie ja powinnam, tylko Ignaś, a on wyraża to w nieco inny, mniej subtelny i wyszukany sposób, bardziej dyskretnie (krzycząc w niebogłosy w "zaciszu" domowym).

Czy powinnam coś jeszcze dodać?...

Fascynujące Talerze- moja Miłość:)

Aromatyczna czekolada, tylko dlaczego nie da się jej posmakować:(

Nie ma to, jak dobry humor i mamine żarty:)


Rok 2012
Czasy Vojty już za nami. A w naszej rehabilitacji zmiany się podziały od tamtego czasu i wręcz mam wrażenie, że wciąż się rozwijamy.
Po rehabilitacji w Centrum Neuropsychiatrii NEUROMED we Wrocławiu, gdzie Igi był pacjentem do maja br, rozpoczął się czas rehabilitacji w większości prywatnej, bardziej dla Ignasia komfortowej, a co się z tym wiąże- skuteczniejszej, jak się okazało.

I tak, obecnie jesteśmy pod opieką Centrum Bobath w Psarach  (może od stycznia 2013 na NFZ?) i Pani Agnieszki - rehabilitantki domowej. Zajęcia Bobath Ignaś ma 3  razy w tygodniu.
Zajęcia logopedyczne wciąż odbywamy raz w tygodniu.
Hipoterapia od października 2012 odbywa(ć) ma się raz w tygodniu w Ośrodku Hipoterapii i Terapii NDT Bobath Sobieska w Bukowinie pod Wrocławiem.
Z turnusów rehabilitacyjnych zaczęliśmy korzystać dopiero w tym roku (wcześniej Ignaś był za słaby i za mało wytrzymały) i postanowiliśmy najpierw spróbować turnusów w 3Koronach w Garbiczu oraz turnusów stacjonarnych w Instytucie dr S. Masgutowej we Wrocławiu.
W domu Ignaś ubierany jest systematycznie w kombinezon rehabilitacyjny Theratogs.
Poza tym korzystamy z rekreacji na basenie.
Zapewne lista ta będzie się wydłużać tak długo, aż dopniemy swego:)


Rok 2014
Ignacy wciąż korzysta z rehabilitacji ruchowej w ośrodku Centrum Bobath w Psarach, gdzie jeździmy dwa razy w tygodniu, z hipoterapii w Ośrodku Pani Moniki Sobieskiej w Bukowinie - również dwukrotnie w tygodniu, oraz z terapii SI, logopedycznej, pedagogicznej i ruchowej w Przedszkolu Integracyjnym, do którego uczęszcza od stycznia 2014 roku.

Aktualny plan zajęć opisałam w poście Rozkład jazdy 2014.

Dodatkowo w tym roku aktywnie uczestniczyć będzie w turnusach rehabilitacyjnych, które wspomagają jego rozwój widocznie i stale. Jeden już za nami- w bydgoskim ośrodku NEURON. Kolejny przed nami - w październiku 2014 r.

W sumie w roku 2014 Ignacy uczestniczył w następujących turnusach rehabilitacyjnych:
- marzec 2014 - NEURON Bydgoszcz
- październik 2014 - 12 Dębów Zaździerz
- grudzień 2014 - 12 Debów Zaździerz.

No i zaczął CHODZIĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :) :) :) :)


Rok 2015
To  już czwarty rok rehabilitacji Ignasia.
Wiele się do tej pory wydarzyło dobrego, co nas bez wątpienia dopinguje do podejmowania dalszych wyzwań i wysiłków. A więc FAITH! :)

Startujemy z nieco odmienionym planem.
Więcej jest zajęć logopedycznych, więcej ruchowych w różnych odmianach. Basen przestał być li tylko rekreacją. Stał się rehabilitacją.
Sporo zajęć odbywa się w przedszkolu, do którego Ignaś uczęszcza od stycznia ubiegłego roku, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni :)
Najogólniej ujmując, nasz tydzień rehabilitacyjny wyglądać będzie teraz tak:


Planujemy też wyjazd na turnus rehabilitacyjny w marcu i wrześniu. Prawdopodobnie pojedziemy do 12 Dębów do Zaździerza, gdzie mamy już zarezerwowane terminy.
Resztę życie przyniesie i pokaże:)

1 komentarz: